piątek, 23 grudnia 2011

postój zimowy.

opuszczam Zabrze na kilka dni. prezenty spakowane, ipod z nowymi piosenkami, książka, aparat. wyłączam się internetowo na te pare dni, bo lubie święta. uwielbiam moją rodzine, spędze z nimi troche czasu, bo dawno ich nie widziałam. przemyśle wiele spraw i może wróce ze świętokrzystkiego z nową energią i ciastem <3
a jutro pierogi, barszcz, uszka, śledzie i ciasto <3 trzymajcię się ciepło misie i myślcie o mnie ;*
miała być super ekstra pro focia z kamerki, ale nie ma ;[ lampki się zepsuły.
merry christmas <3

niedziela, 18 grudnia 2011

osiemnasty grudnia.

powoli powracam do starych miłości muzycznych. zdrowie już wraca do normy. jedzenie jakoś mi nie smakuje ostatnio, co jest dość dziwne w moim przypadku. cieszę się, że wracam do szkoły, chodź tylko na 3 dni. w czwartek moja pierwsza wigilia klasowa, ciekawe czy będziemy zgraną rodziną ?
świeczki palą się, włochaty w głośnikach i rozmowy. ciągłe rozmowy, dużo ich ostatnio. o istotnych i mniej istotnych rzeczach. ale lubię je.
wczoraj poczułam magie świąt, zakupy przedświąteczne zaliczone, wódka w parku również. czekam tylko na wielkie jedzenie w sobote i moją kochaną rodzinke, więc witaj świętokrzyskie <3
może w końcu rusze aparat ?

piątek, 16 grudnia 2011

porąbana noc.

przydałaby się białe święta, tak troszeczke śniegu na te pare dni nikomu by chyba nie przeszkadzały. natomiast mnie widok śniegu by uszczęśliwił.
spełnienie ogarnia mnie ostatnio, pomaganie innym ludziom daje tyle szczęścia. jest naprawde dobrze, jak nigdy. czyżby magia świąt ?
coraz bliżej święta, coraz bliżej święta <3




zdjęcia ; weheartit

czwartek, 15 grudnia 2011

noc jak noc.

herbata, koc, muzyka i dexter. uwielbiam jak budze się rano, a on obok mnie leży na poduszcze i chrapie mi do ucha. teraz znowu chrapie, leży na łóżku i ma wszystko gdzieś. on to ma dobrze. a może po prostu nie doceniamy tego co mamy. chyba tak.
chcę w końcu wyjść z domu i spotkać się z kimś, wariuje, ojciec dostaje białej gorączki, a ja wyssałam już 30 tabletek przeciwbólowych na gardło. sobota zapowiada się dobrze.
chyba już za długo siedze w domu, bo stanowczo za dużo myśle. przed snem najwięcej, ale nic z tego nie wychodzi. trzeba czasu i wytrwałości.

W głęboką noc wystarczy jeden koc ty ciągle patrzysz na mnie.

poniedziałek, 12 grudnia 2011

długość dzwięku samotności.

nie ma to jak brak głosu, każdy dzwięk boli, nie moge śpiewać piosenek.
ja, herbata i komputer. weekend bardzo dobry, chyba nie było lepszego. w głośnikach cały czas Rogucki, uzależnienie od Comy działa jeszcze mocniej od czwartku. uśmiech Michała jest niezastąpiony, tylko szkoda że ból kostki niczym nie można zwalczyć. wódka otwiera ludzi, muzyka działa na nasz stan samopoczucia, rozmowy dają nam do zrozumienia, że jeszcze ktoś myśli o nas.
dziwnie tak samej w domu siedzieć, tęsknie za ludzmi.

niedziela, 11 grudnia 2011

widokówka.

wszystko zaczeło się dziać tak szybko, zanim się obejrze dni upływają jak oszalałe. chyba straciłam cząstke siebie, determinacje, wiare, nadzieje. stałam się kimś kim nie chce być. pryzmat szarych okularów, mówienie że wszystko jest ok przeszedł na dalszy plan, ktoś mnie otworzył. mówie, ratuje się muzyką i jedzeniem. źle mi to wychodzi, boje się już wchodzić na wage. widze zdjęcia z paru lat wstecz i nie poznaje siebie. ale w końcu tyle rzeczy się zmienia. czytałam ostatnio moje pierwsze posty, narzekanie na takie błahostki, problemy z przed dwóch, trzech lat są śmieszne. tyle zazdrości, dziecinady w tym wszystkim.
nie wiem po raz który mówie sobie że czas się zmienić, dorosnąć, przemyśleć pewne sprawy. może tym razem się uda...
po pierwsze wróce do moich ulubionych rzeczy.

niedziela, 20 listopada 2011

niedziela dnia dwudziestego.

dlaczego jest już 20 listopada ? chodź w sumie cieszmy się, za 5 tygodni upragnione święta. czas stanowczo za szybko leci, szczególnie gdy się go traci tak bezsensownie jak dzisiaj.
wczorajszy wieczór jak najbardziej udany, koncert fajny - było wszystko, naprawde wszystko ;d + nasza wspaniała kolacja składająca się z popcornu i tortilli/hot-doga o godzinie 12 w nocy ; )
mam ochote na moje filozoficzne wywody, ale to może innym razem.
w poniedziałek witamy basen, brzuszki, duże ilości zielonej herbaty i troche teterminacji.
pewnie przyszły tydzień zleci tak szybko jak wszystkie poprzednie, więc nie ma się czym przejmować. w piąteczek będę naprawde szcześliwą osobą widząc Artura, Latawca, Kube i Jarka.
+ coraz bliżej świeta misiaczki ;***

sobota, 5 listopada 2011

november.

zbieram motywacje, pomysły i wiarę. nie narzekam, jest naprawde dobrze.
gorączka, katar, kaszel i ból gardła to moi dzisiejsi przyjaciele. kuruje się powoli z herbatą, ciasteczkami, septolete i muzyką. odkrywam, szukam, lubie, wielbie, kocham.
dobry dzień, piękna pogoda. piękna złota jesień. ciekawe jak długo...

poniedziałek, 24 października 2011

biale krowy.

przesluchuje ciagle nowe piosenki comy, jakos idzie, ale dupy nie urywa jak wczesniej. koncercik w grudniu <3 koncerty koncertami, potrzebuje na nie kase, ale nie wiem skad ja wezme. zyje sobie pomalu, poznaje coraz lepiej ludzi i ciagle jem. jestem ciagle glodna, wiec lepiej nie bede wchodzic na wage.
mam ochote na jakies fociaszki, jeszcze tylko nie wiem czy kogos czy cos. moze to i to. Ada, moze w koncu sprobuje zrobic Tobie jakies focie, chodz watpie bys byla zadowolona z wynikow. ja tez czekam na zdjecia, bo jak widze swoje profilowe na fejsbuku, ktore ma poltorej roku to zle mi sie robi.
noc horrorow w piateczek, urodzinki ady i oliwi w sobote i wolny poniedzialek oraz wtorek. troche wolnego znowu ;) moze znajde ochote na wyjscie z domu.
tymczasem herbatka i pierogi <3

czwartek, 6 października 2011

mechaniczne schody jada w gore.

nowa szkola i wszystko sie zmienia. wczesniej duzo wolnego czasu marnowanego na komputerze, ciagle narzekanie, zmienianie sie na sile. wszystko przychodzi z czasem, sami zmieniamy sie po wplywem decyzji, przemyslen i stytuacji. dostrzegam to czego nie chcialam widziec i jakos sie przezwyczajam. nie chce znac przyszlosci, niech bedzie co ma byc. dostrzegam pozytywne aspekty i zyje.
mam juz weekend ;d od poczatku wrzesnia to ciekawe i koncertowe weekendy. jak i ten, po sobocie nie bede chodzic przez bol nog po koncercie acid ! no ale, co tam ;d

czwartek, 29 września 2011

szare.

pare dni chorobowego przydalo mi sie. po mimo goraczki, bolu zatok, kataru i ogolnego zlego samopoczucia, odpoczelam. nie do konca tak jak chcialam, ale zawsze cos. musze wziasc sie za czytanie ksiazek, ostatnio jakos to zaniedbalam. i w koncu zaczac sie uczyc, wziasc sie w garsc.
telewizora mam dosc na pare tygodni, nuda wieje w naszej telewizji, po mimo tego, ze mam 4 tys. programow. dobrze, ze chociaz mam laptopa (szkoda tylko, ze bez polskich znakow).
lekkostronniczy poprawili mi wczoraj humor i jakos lepiej mi.
tymczasem herbatka, ciastka i randka z polskim i chemia ;)

"Szare w górze firmamenty
Zimne duchy i zakręty
Papierowe widzę twarze
Jedne częściej drugie rzadziej
Bladzi ludzie w smutnych domach
Brudne psy na zimnych schodach
Ten się cieszy tamten złości
Jeden pije drugi pości
Szare w życiu korytarze
Szara karuzela marzeń
Szare zdjęcia na pianinie
Szare filmy w szarym kinie
Szare niebo w szarym słońcu
Tak jak było na początku
W brudnej odbijam się szybie
Tonę w szarej perspektywie" Koniec Swiata - Szare.

czwartek, 15 września 2011

dobrze, że jutro już piątek.

wszystko mnie boli, jestem ciągle śpiąca i pije dużo zielonej herbaty. od jagodników robi mi się już niedobrze, a gdy widzę panią od Podstaw Logistyki mam ochote wyjść z siebie. jej głos jest tak ciepły, miły i pogodny, że aż rzygać mi się chce. potrzebowałabym do szkoły z dwa litry kawy, przegląd wszystkich seriali polskich, które lecą, przegląd sportowy i wycieczkę po okolicznych klubach. nie widzę za wiele tematów z tymi ludzmi, a może szukam dziury w całym ? możliwe, ale mogę pochwalić się moim osiągnięciem, znam już aż 14 z 28 osób w klasie, więc jest progres ;d może do końca roku poznam resztę.
przez ciągłe zmęczenie i dość dziwną pogodne, prawie całe dnie spędzam na łóżku z książką lub z czymś do jedzenia. ale trzeba to zmienić, muszę się jakoś zmobilizować. muszę chociaż spróbować i jakoś się ogarnać.
tą super pro notkę miałam napisać w sobote, potem w niedziele, następnie we wtorek, a dziś już czwartek godzina 20;23. mam małe opóźnienia, dlatego potrzebuje w ten weekend odpocząć i dobrze spędzić czas.
wracam do zespołów, kawałków - których dawno nie słuchałam i poznaje je lepiej, przez słuchawki, jadąc tramwajem.
koniec pierdolenia, teraz kontent - fociaszki.







wszystkie focie zrobione w Freudenstadt

niedziela, 4 września 2011

niedziela.

ostatnie dni typowego lenistwa od rana do nocy. dobrze jest się wyspać do godziny jedenastej, potem ciągle siedzieć w dużym pokoju przed telewizorem. wymarzona niedziela. sobota równie zacna, ale piątkowy wieczór oraz noc. lekko nie oczekiwana, zaskakująca, śmieszna, ale dobra. dobre towarzystwo, opowiastki różnego rodzaju - czego chcieć więcej.
klimat wakacji dalej czuje, zmieni to się pewnie jakoś w następnym tygodniu. chodź zmęczenie czułam przez cały piątek. muszę oswoić. za razie dobrze znam drogę na trzecie piętro, na którym mieści się klasa oraz drogę do ubikacji damskiej. dobry początek.


wieczór z trzema rybkami i zieloną herbatą.

czwartek, 1 września 2011

analogowe focie.

tegoroczne wakacje - mogę powiedzieć, że były naprawdę dobre. dość rodzinnie, jakieś małe grille pomiędzy dniami, mało spotkań i mało koncertów. ale nie mogę narzekać, te wakacje wiele mnie nauczyły.
pierwszy września - mam wychowawce Irka i tyle na ten temat wiem. powinno być dobrze, jutro poznam nową klase. zobaczymy.

ponieważ ten post jest już moim 200, powinien się czymś wyróżniać, więc mam focie ;d
Dexter

Myszka

lans dziki bans
analogowe focie z Niemiec w następnym pościku, tymczasem McDonald's z miśkami, a potem spalamy kalorie ;d

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

**********

moje lenistwo mnie przeraża, ale zaczynam z nim walczyć. pomijając fakt, że nie będe mogła spać już do 10 za niedługo, bo będe miała na 7:10 do szkoły. ale pocieszającym faktem jest taki, że nie będe musiała wstawiać o 5.
zmiany, zmiany i jeszcze raz zmiany. troche ich było, troche przybędzie. nie uchronię się przed nimi pod kocem. ale to chyba dobrze, zmiany są dobre.
tymczasem jutro witam ojca na lotnisku, w najbliższym czasie witam również moje kochane świętokrzystkie i kończe wakacje miłym akcentem. kto by powiedział, że tak szybko zlecą. ja napewno nie.


"Wasze zmiany nic nie zmieniają
Wasze zapewnienia nic nie zapewniają
Ja nie wierzę w poprawę sytuacji
Chcę prawdziwych zmian, a nie manipulacji
Potrzebne są zmiany!
Konieczne są zmiany!
Bo jeśli nic się nie zmieni
Może nadejść dzień rebelii
Nie chcę zdychać w ogniu rewolucji
Lecz widzę, że ludzie bliscy są szaleństwa
W przypływie desperacji gotowi zabijać
Krwawe zmiany nie zmienią społeczeństwa
Ewolucja przecież trwa
Wszystko musi ulec zmianie
Świat gnije powoli
Ale systemy się trzymają
Wasze zmiany nic nie zmieniają
Kłamstwa i bzdury to pokarm dla mas
Wasze zapewnienia są gówno warte
Zmiany są konieczne - ocalą nas."     Dezerter - Zmiany

piątek, 19 sierpnia 2011

the end of the line.

rano pies próbuje Cię obudzić, gryząc twoją rękę oraz oblizywać twoją twarz. nawet poranną toaletę możesz sobie odpuścić. czas ubrać się i zrobić coś z włosami, aby wyjść jakoś do ludzi. 10;10, a Ty dalej w rozsypce pomiędzy łazienką, pokojem a kuchnią. za późno rzeczy coś zjeść, żeby się napić - sklepik koło przystanku to dobra rzecz. autobus lini 840, jak zwykle spóźniony parę minut. słońce pali pali, a w słuchawkach głos Jamesa. wchodzisz do zatłoczonego autobusu, stoisz cała drogę, obserwujesz ludzi - to Twoje ulubione zajęcie. lądujesz w Katowicach, przemierzasz ulice, zostajesz obtańczony przez śpiewających Marleya, rozmawiasz chwile z panią z muzycznego, dokonujesz zakupu. siadasz na dworze, jesz i pijesz swoje ulubione rzeczy, w końcu już godzina 11;30 - czas najwyższy na śniadanie. przysłuchujesz się ludzkim rozmową, jedne Cię ciekawią, drugie nie. wstajesz, kupujesz coś zimnego w sklepie i idziesz na przystanek. słońce jeszcze bardziej pali, w końcu wybiła godzina 12. autobus nie przyjechał, woda się skończyła, pot leje się po plecach. idziesz po następną, przyjeżdza autobus, wracasz okrężną drogą, siadasz w miejscu gdzie akurat świeci słońce, głowa już Cię boli, a zapach starszego pana przed Tobą nie pomaga. mówisz Sobie, już niedaleko, pare przystanków. w końcu wysiadasz, odklejasz ubrania od ciała i ruszasz w strone domu. otwierasz drzwi, pies cieszy się na Twój widok... i w końcu siadasz przed monitorem, opisując to co miało dziś miejsce. dziś 19 sierpnia, więc ciesz się końcem wakacji.

nie wiem dlaczego, ale miałam ochote to napisać. może życie nie jest takie jak mi się wydaje, ciągle mnie poucza. więc dobrze - będe żyła, a nie opierała się.

czwartek, 18 sierpnia 2011

seven nation army.

zbieram się już jakiś czas aby cokolwiek tu napisać. a więc, ostatnie dni dają mi wiele do myślenia, wiele sytułacji, które mogłyby się zdarzyć, zdarzyły albo się dzieją. nie wiedziałam czego ja tam naprawde chce. ucze się chcieć czegoś, pragnienie jest ogromne. trzeba zrobić coś ze swoim życiem. otwiera się przede mną nowy rozdział w życiu. nowi ludzie, nowe sytułacje, czysta kartka w życiorysie. tego pragne !
ale zostało jeszcze troche czasu więc naciesze sie głosem roguckiego i zielona herbata.

I'm gonna fight 'em off
A seven nation army couldn't hold me back
They're gonna rip it off
Taking their time right behind my back
And I'm talking to myself at night
Because I can't forget
Back and forth through my mind
Behind a cigarette
And a message coming from my eyes
Says leave it alone

niedziela, 7 sierpnia 2011

rotten apple.

przeszło tydzień jestem już w domu, a dopiero jakąś godzinę temu zgrałam zdjęcia z aparatu.
wróciłam chyba trochę mądrzejsza, pewnie rozmowy, ludzkie doświadczenia, pozwoliły mi spojrzeć na pewne sprawy inaczej. pewnie też to że byłam 1350 km od domu i na 20 dni zapomniałam jak jest normalnie.
rodzinna atmosfera, czyste powietrze, góry, słodycze, których w polsce nie ma, popołudniowe cappucccino z maszyny i pyszne ciasta własnej roboty, dużo clashów, metallicy, alice, the who, pearl jam i jeszcze wiecej rozmów - czułam się tam naprawde dobrze, po mimo tego, że się nie spodziewałam.
zrobiłam parę zdjęć i chce się z nimi podzielić, więc w najbliższych postach, będą zdjęcia z większości atrakcji i miast w których byłam. ale dziś tylko słowa. dlatego mocno pomarańczowy frugo pozdrawia was z mojego biurka ;*

piątek, 8 lipca 2011

sznurowadła.

w końcu, dzień wyjazdu na wakacje. czekam od dawna na ten dzień, jade jakieś 16 godzin autobusem, aby zobaczyć mojego ulubionego wujka. w końcu zjem swoje ukochane lody, słodycze, dania ciotek, zobacze maluchy, pozwiedzam Schwarzwald i okolice i mam nadzieje, że jakoś odpoczne. walizka już prawie spakowana, piosenek ze trzy tysiące, dobra książka, jedzenie i moge jechać.
więc miłych wakacji i do zobaczenia w sierpniu ;)


piątek, 1 lipca 2011

*****

stało się, miało być tak pięknie, a jak zwykle wyszło jak wyszło. nie będę już więcej płakać, bo szkoda łez. gdy będzie za duża patologia, można się przepisać, a pewnie jedyne co mi zostanie, to siedemnastka.
tydzień jeszcze, muszę jakoś wytrzymać.

witaj architekturo krajobrazu ! szkoda tylko, że w patologią.

wtorek, 28 czerwca 2011

nic na siłę.

wiele w ludziach nienawiści. czasem tej dobrej, czasem złej. tak wiele nas różni, a możemy się dogadać. poważne sprawy stają się mniej istotne przy czymś co uwielbiamy. ale dlaczego czasem to co uwielbiamy jest dość nieosiągalne, nierealne lub zbyt realne i za bardzo osiągalne. szukam i szukam tego środka, ale ja chyba nie umiem. dziwactwo wychodzi ze mnie coraz częściej i staje się odludkiem. może po prostu tu nie pasuje ? bardzo możliwe. chyba potrzebuje odpoczynku. dobrze że mam wakacje...

niedziela, 26 czerwca 2011

w ustach mam krakuf !

bywa i tak, że chce się bardzo narąbać, aby o niczym nie myśleć. ale przechodzi mnie ochota gdy posłucham głosu rojka, wszystko wydaje się inne.
bywa i tak, że pośród wielu ludzi czujesz się sam. mi przechodzi gdy idę na koncert, czuje jedność z tymi ludźmi.
bywa i tak, że nie mam ochoty wyjść nawet z pokoju do kuchni. ale przechodzi mi, gdy widze jak mój pies mnie zaczepia i chce się bawić.
bywa i tak, że mając wszystko czujesz się samotnie. bywa i tak...
what's wrong with me ?

1 lipca jak dowiem się, że dostałam się do Abrama - chyba zesram się przed komputerem ze szczęścia. obym się dostała, inaczej kiepsko...
chce jakiegoś czasoumilacza do ósmego !

czwartek, 9 czerwca 2011

ukryte.

mam ochote zatrzymać czas, leżeć na łóżku z psem i słuchać. ludzkie rozmowy są czasem ciekawe, ciekawość rośnie z ilością wypitego alkoholu. dowiadujemy się prawdy, której przy trzeźwym umyśle byśmy się nie dowiedzieli. myśli są poplątane, aż w głowie się kotłuje. jak komuś powiedzieć, że ma się go dość ? czy byłabym na tyle odważna ? nie sądze, tchórz ze mnie.
czasem lepiej nie powiedzieć nic, niż później żałować. ale często nie mówimy gdy trzeba, przechodzimy obojętnie i niech się dzieje co chce. to też nie jest dobre.
szukam środka, ale mi nie wychodzi. powoli się kształce. czytam i analizuje. słucham i myśle.

burdel w mojej głowie jak w damskiej torebce.

piątek, 3 czerwca 2011

furiat.

mamy już 3 czerwca - nie da się ukryć, że coraz bliżej wakacji. bilet kupiony, 8 lipca wyjeżdzam. miesiąc w dobrym towarzystwie i mam nadzieje że przy dobrej pogodzie.
tydzień dość wypoczynkowy, oczywiście pomijając zatoki. nigdy nie może być idealnie, a jeśli tak jest, wiedz że coś się dzieje !
przedłużony weekend w równie dobrym towarzystwie - dowiem się, że znowu zgrubłam i mam odnóża pająka na głowie. więc bardzo miło, w końcu nie ma to jak rodzina.
następna sobota szykuje się ciekawie, ale gdzieś miedzy czasie musze znaleźć czas zdjęcia i mój temat przewodni od kilku tygodni. może w świętokrzystkim dowiem się czego ja w końcu tak ciągle szukam, czemu się obijam i nic nie robie, tylko wpierdalam ? nie, to nie możliwe, w końcu jade do raju ciast, obiadów i rodzinnej miłości. zdecydowanie przytyje po tych 3 dniach. miłego ;*

niedziela, 29 maja 2011

nie lubie kataru.

wszystko pięknie - we wtorek znowu będę córeczką tatusia. dobrze się dzieje ostatnio, nie tylko mnie, wszyscy uśmiechnięci radośni - czyżby to przez to że w środe już czerwiec ?! na mnie to napewno na wpływ. szykuje powoli listę rzeczy, które musze kupić na lato i nie powiem, co chwile jest większa.
już niedługo będzie beztroski czas spania do 11, obijania się w pidżamie do 15 <3 boże, jak ja już chce wakacje. i mam nadzieje, że będą lepsze od zeszłych.
musze się zmobilizować do notki na nowy temat - a więc wkrótce. i do zdjęc, ale choroba mi w tym przeszkadza.

mam ochote na koncert dezertera <3

poniedziałek, 23 maja 2011

ślimak.

żyje - i to nawet dobrze. w głowie mi tylko koncerty, siedzenie na komputerze i zabawy z psem. ostatni pracowity tydzień i coraz bliżej 22 czerwca. koncerty swoją drogą - uwielbiam koncerty na świeżym powietrzu, szczególnie te darmowe.
radość - to chyba dobry stan. czuje go bardzo mocno ostatnio i dobrze mi z tym. nie przejmuje się jak wcześniej. jak ma być, tak będzie. muszę jeszcze tyko wyłączyć myślenie przed spaniem - tak będzie lepiej.
niedługo ruszam z pracą, jak już mówiłam - zabawę czas zacząć.
trochę mnie nie było, ale nie czuje takiej potrzeby aby dzielić się swoimi przemyśleniami. szukam nowego tematu do przemyśleń - narazie nic nie przychodzi mi do głowy.
miłego wieczoru <3

dexter ;*

poniedziałek, 16 maja 2011

cygański zajeb.

obecnie mam ochote na piąteczek i sobote <3 mam też ochote spędzić leniwie dzień chodząc po naszym osiedlu z wami i narzekać na wszystko, ale nie przejmujmy się - już niedługo wakacje.
myśle nad ideą tego bloga - po co ? co pisać ? czy w ogóle pisać ? pomocy.



kompromitujące zdjęcia nie są złe, względem tego, że nie mam innych ;)

niedziela, 8 maja 2011

maj.

dopiero przed chwilą ogarnęłam zdjęcia z Wrocławia, dopiero dzisiaj zaczęłam coś robić, bo ciągle nie mam czasu. w tym miesiącu jest tyle do roboty, oczywiście bez koncertów również się nie obędzie - jest co robić. nie powiem, jak wcześniej się nudziłam, to teraz nie wiem co w ręce włożyć. ale żyje, jakoś jest.
majówka to cztery dni których nie zapomne - nigdy ! tyle wspomnień, stopy bolą mnie do tej pory i nie umiem się już doczekać myśli, że może za rok też tak będziemy.
zdjęcia, jak zdjęcia - w sumie samo zoo, no ale zawsze coś ;)
a teraz ide do mamy, która czeka na mnie z herbatą i tabletkami przecibólowymi - takie uroki dredów ;)



po autografie już ani śladu - dobrze że jest zdjęcie ;) Artur <3


wtorek, 26 kwietnia 2011

słowa mają mnie.

lubie przypadkowe spotkania, zawsze mile spędzony czas. święta były mamusiowe, prawie cały czas z nią spędziłam i przy komputerze z katarem - czyli towarzystwo doborowe. świąteczny czas wolny możemy uznać za zakończony - 2 dni szkoły i kolejne wolne <3 jak ja to kocham.
jutro rodzinny dzień, uwielbiam jak oni przyjeźdzają - od razu człowiek się robi radosny.
najważniejsze pytania i odpowiedzi w piątek/sobote - aka kinga która się pyta "mam dużą torbe wziąść ? biore wszystkie spódniczki" i aka michalska "biore 5 koszulek z zespołami i moje pasiaki <3". będzie miło, nawet bardzo - czuje to !

szykuj się na foteczki na ryneczku <3

pozdrawiam pana z ławki :) i miłej nocy.

sobota, 23 kwietnia 2011

lekkoinaczej.

wspaniała pogoda, dobre towarzystwo, seriale i ciasto - tak widzę te święta. miałam tyle rzeczy zrobić, a jedyne co zrobiłam to mały ułamek tego, co mnie czeka. no ale w końcu jeszcze trochę wolnego zostało - 4 dni.
błagam o łaskawość poczty polskiej, aby do czwartku przysłali moje cudeńka <3 nie umiem się doczekać bólu głowy, swędzenia oraz spania na twarzy :)
święta świętami, ale za tydzień majówka. kolejne wolne, koncertów co nie miara, ciacha długowłose, rynek i moje ukochane miasto - Wrocław.
pogoda poprawia humor i budzi mnie z zimowego lenistwa - lubie to.

ada, od wczoraj ciągle to nuce ;)

niedziela, 17 kwietnia 2011

nierzeczywistość.

zdecydowanie niedziele i poniedziałki to najgorsze dni. nie trzeba tłumaczyć dlaczego, ale każdy ma inny punkt widzenia. ostatnio zastanawiam się z jakiego ja widzę. często przyłapuje się na tym, że stoję z boku i komentuje w myślach. chyba do końca nigdy nie zrozumiem o co mi chodziło, ale to pozwala na dalsze rozmyślanie. najlepiej mi się myśli gdy leże już w łóżku - jest cicho i w miare ciemno.
trzy dni szkoły i wolne - jak ja to lubie.
dobranoc.

czwartek, 14 kwietnia 2011

violin girl.

temat egzaminów uznaje za zamknięty do połowy czerwca, okaże się jakim nieukiem jestem.
teraz czas mniej więcej sielankowy - święta, majówka, juwenalia <3 nie umiem się już doczekać, aby zmienić swoją fryzurę (??). wyglądam gorzej niż bieber przed obcięciem.
mam jeszcze w pamięci koncert happysad'ów, bo jakże zapomnieć jeżeli ma się na łokciu znamie od czyjegoś długiego paznokcia.
dobrze, że jutro piątek.

moje ulubione <3

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

nie blisko.

człowiek chce dobrze, a to wszystko na odwrót. kłamstwo zawsze wyjdzie na porządek dzienny i nieźle zamiesza. poczucie winy wzrasta, powiększa się strach - ale nie ma już odwrotu.

tydzień do egzaminów, a ja nic w sumie nie mam powtórzone - brawa dla mnie :)
tylko mi muzyka i komputer w głowie.


środa, 30 marca 2011

milowy las.

zachowania niektórych ludzi jest po prostu nie na miejscu i tyle. po prostu najlepiej przejść obojętnie. filmy pokazują to wszystko, ludzie są obojętni cały czas. żadnych zobowiązań, problemów - beztroskie życie. no ale to w końcu przekoloryzowane filmy, rzadko kiedy zobaczy się prawdziwą perełkę - ja właśnie ich szukam.
czekam na jakieś nowe albumy, filmy, odcinki seriali - bo nudzi mi się, a uczyć się po prostu nie chce.
chce weekendu, gorącej czekolady, osób z którymi uwielbiam spędzać czas i chwili czasu wolnego. może nie chwili, chwil. długich chwil.
miłego końca dnia.
+ za 10 dni zobacze latawca i kube <3 będę wniebowzięta.



ostatnio przeglądałam foldery z Paryża i mówiąc szczerze, co ja sobie myślalam robiąc takie zdjęcia. nie ma za wiele dobrych zdjęć. teraz spędziła bym tam czas zupełnie inaczej, napewno nie z naszą wspaniałą kadrą pedagogiczną z 17'nastki. może kiedyś - ty ja ben&jerry's i duparyża <3

wtorek, 29 marca 2011

ulice milczą.

ludzie w autobusach są interesujący, lubię się im przyglądać. takie moje nowe zainteresowanie od jakiegoś czasu. patrze na osobę i przypisuje jej jakąś historie. chore to ale, no trudno.
lubie Katowickich przechodów, którzy pokazują mi to czego nie widze. pierwszy krok w przyszłość zrobiony, kolejny to te wszystkie cyferki których potrzebuje, aby we wrześniu znaleźć się w fajnym miejscu.
moje myśli chodzą między dredami, egzaminami, szkoła, muzyką i nic nie robieniem. mam cholerną ochote na koncerty, a szykuje się ich pare. dlatego powoduje to uśmiech na mojej twarzy. wrocław, kinga i koncerty <3 wszystko co kocham.


mam nasrane i fotografuje miske po amor pomidor ;d

niedziela, 27 marca 2011

śpiewa.

teksty, głos, specyficzny styl mówienie, ciepło - po prostu Czesław.
dziś od rana z tesco value, mozilem oraz historią. wręcz wymarzona niedziela <3
fajnie jest wstać z poczuciem, że jest dobrze - bo jest.
postanowione. kupuje film i kombinuje, zobacze co się uda.
tymczasem śpiewa, a ja szykuje się na dobry sen.

mój pulpit jest w pyte !

sobota, 26 marca 2011

pipedreams.

życie płynie. jest żartem, którego do końca nie rozumiem. może to moja wina, może innych - gdybanie jest do dupy. nikt nie potrzebuje ciebie, do puki inni się od niego nie odsuną. to żałosne, a dla drugiej osoby smutne. nikt nie chce się narzucać, siedzi cicho i udaje że wszystko jest okej. jesteśmy cholernymi kłamcami, nic nas nie obchodzi i wciąż narzekamy na pogodę - jesteśmy ludzmi.
scenariusze to oklepane stereotypy, ludzi to nieudacznicy, świat to kulka.
w weekendy z filami, czekoladą karmelową i tabletami przeciwbólowymi dochodzi do mnie wszystko czego nie chce widzieć, bo ja zawsze mam nadzieje, że ludzie się zmieniają. wiem - jestem głupia, kolejny raz to widzę. ale to nie ważne, ważne jest to aby uczyć się na błędach.
plany na najbliższe tygodnie to powtórki do egzaminów, ćwiczenia, zero słodyczy oraz duża ilość filmów, mam sporą listę.
miłego wieczoru. śpijmy dziś dłużej o godzinę, po mimo zmiany czasu na godzinę mniej ;)




chce wakacji, chce wyjechać, chce odpocząć.
pipedreams/tesco value.

środa, 16 marca 2011

nic o wszystkim.

gdy życie staje się nudne, myśli się o zupełnie innych rzeczach. myśli są czasem dziwaczne, złe, nieodpowiednie, a nawet czasem nie na miejscu. dotyczą ludzi, miejsc, sytułacji, uczuć - a wiadomo że tak nie będzie. chora wyobraźnia przeistacza się w machine marzeń, która nie działa. nic jej nie naprawi, bo to coś w nas się zepsuło. jak to naprawić ? nie mam pojęcia.
denerwują mnie czubki nosów, bo widzę już ich coraz więcej.
może to ja, może ty albo oni - zawsze jest czyjaś wina.
czasem głupia rozmowa, zainteresowanie, a zmieniło by wiele.

Down in a hole, feelin so small
Down in a hole, losin my soul
Down in a hole, feelin so small
Down in a hole, outta control
I'd like to fly but my
Wings have been so denied 


lenistwo, lenistwo i jeszcze raz lenistwo. tyle jeśli chodzi o ten tydzień - niby wole, a czuje się zmęczona. nie chce chodzić do szkoły, po przypominam sobie, że niedługo egzanimy, a ja nic nie umiem. kompletnie nic, poprzednie lata leżą i kwiczą. pomocy ludzie !

poniedziałek, 14 marca 2011

krucha brunetka.

lubie takie dni - fajna pogoda, dobre towarzystwo i brak zobowiązań.
jest niezły progres, chodź muszę się jeszcze wiele nauczyć, ale to przyjdzie z czasem.
rekolekcje lecą, może wyśpie się w środe ze stoperami w uszach. a jutro kino z przyszłą bratową, badania, a za 6 dni kimi nowak z naszą słit dużą ekipką <3
pedober <3
mam zajada + boli mnie ząb - spoczi.



nie rozumiem. nie lubie. nie polubie. bywa.

czwartek, 10 marca 2011

długa droga w dół.

najbliższe dni zapowiadają się dość dobrze, chwila wolnego.
najważniejsza rzecz jaka mnie cieszy, to ta, że mam pierwszą rozmowę za sobą, a odpowiedź 'pomyślimy' będzie potwierdzeniem i może pod koniec kwietnia zawitam w dredach <3
9 dni do kimi <3 to będzie dobry dzień.
tymczasem łóżko, elle i kakao. dobranoc ;*



ostatnio moja ulubiona/kubuś.

poniedziałek, 7 marca 2011

pretty on the inside.

od wczoraj tak jakoś inaczej, da się wyczuć że jest - cieszy mnie to.
chciałabym tydzień wolnego, leniuchowania przed komputerem, pełnego czytania książek, jakiś zdjęć, wspólnych nocy i rozmów. chce w końcu jakieś nowe płyty ! oszaleje, wszystko zaczyna mi się nudzić. potrzebuje czegoś nowego.
z krakofa nici - jak zwykle w naszej szkole <3 dobrze, że chociaż kimi za niedługo.
seriale, vlogi kamila oraz cukierki pudrowe - to coś o czym marze w tej chwili.

pozdro dla moich paznokci ;[


pełno wyobrażań, planów, marzeń - ciekawe co czas pokarze.

sobota, 5 marca 2011

down in a hole.

lubie chasać z wami do naszych wspaniałych śląskich galeriach handlowych, lubie spędzać z wami wieczory i noce. a kocham spać tylko z Kingą, która zabiera kołdre w nocy <3
tyle planów, koncerów, wycieczek w tym roku, że aż głowa boli. wakacyjna warszawa ? możliwe. majówkowe wroclove ? jak najbardziej tak !
zapach domu na dziś to ; środki czystości, rolady, czerwona kapusta i ciasto z wiśniami <3
miłego wieczoru.

dodaje moje niewyjściowe miny, twarz, nogi i ja jaką rzadko mnie widać.


fotograf Adrianna R.

niedziela, 27 lutego 2011

If I think.

nic. kompletnie nic. dziwne sny, to ostatnia atrakcja. następny tydzień zaczynam od czytania książek, bo troche czasu teraz będę mieć. nauczyciele teraz sprawdzają moje wypociny, a ja będe sobie czytać, pić herbatę malinową, słuchać muzyki i może nawet czas na zdjęcia znajde. oby - chodź znając życie, coś zawsze wyskoczy w mniej oczekiwanym momencie.
jutro kończy się kolejny miesiąc, a ja co zrobiłam ? w sumie nic.
nic się nie zmieniło. ale chyba dobrze mi z tym.
idę po kolejną herbatę i do mamusi. kocham spać na sofie <3
dobranoc.


czwartek, 24 lutego 2011

playing with light.

myślami jestem już w maju, mam nadzieje że będzie jakoś inaczej. bez wszechobecnego napięcia, gadaniny typu 'piszecie za chwile egzamin! i nic nie umiecie'. mam serdecznie dość oglądania twarzy pani Tarnówki, Krystyny, Lewickiej i krzywej szczeny księdza Jacka.
maj to będzie dobry miesiąc, bo lepiej go nie można rozpocząć. będę we Wrocławiu wraz z Kingą i moją kochaną mamą <3 koncerciki że aż miło.
tymczasem szarość to główny kolor na oknem, czarno biały obraz przytłacza. ale zdarza się też czasem uśmiechnąć, gdy twój sąsiad wygłupia się z psem na boisku szkolnym, mniej więcej codziennie o tej samej porze.





czarno-biały świat mi pasuje, bo zawsze ma odcienie szarości.

niedziela, 20 lutego 2011

niedziela.

miły weekend, nie zważając na pewne sprawy. kolejne dni będą pracowite, z resztą jak i poprzednie. zwariuje.
chce już tate, kima, egzanim, majówke, wycieczke klasową i koniec szkoły. jakieś 20 tygodni i wyczekiwany czas wakacji. plany wakacyjne ? w rozsypce.
miłego tygodnia, k.



Adrianna ;*