poniedziałek, 31 grudnia 2012

podsumowanie.

nie wiem do końca jak mogę określić rok 2012, bo było wiele fajnych, ale wiele też tych gorszych dni. początek roku był przyjazny, miły, dobry, lekko imprezowy, ciekawie zapowiadający resztę roku. gdzieś w połowie odbyłam jedne z lepszych wyjazdów. maj, czerwiec i wrzesień to niesamowite wspomnienia. majówka we Wrocławiu z osobami, które szczerze uwielbiam, później wyjazd z rodzicami na przedwczesne wakacje do Hiszpanii, które były chyba najlepszym tygodniem całego tego roku. słońce, plaża, rodzinna atmosfera, wino i przepiękna Barcelona. we wrześniu znowu Barcelona, ale także miasto Pamiętników z Wakacji. 2 klasa technikum to ciągła nauka, muszę przyznać, że w tym roku uczyłam się jak nigdy, z różnym rezultatem, ale jestem zadowolona. od roku też nie mam już dredów, jednak włosy mnie więcej tej samej długości, niestety. w relacjach międzyludzkich też wiele się zmieniło, nie wszystkiego się spodziewałam, ale jest jak jest. muzycznie za to też wielkie zmiany, do gatunków tolerowanych doszedł hh, a reggae opętało moje serce jak nigdy wcześniej. dużo dobrych koncertów w tym roku się odbyło. Odjazdy na których Pidżama Porno pokazała za co ich tak kocham, potem 5 koncertów Comy w tym roku (co daje 9 wszystkich), Majówka we Wrocławiu - bardzo dobra, jednak WrocLove Fest na którym Gentleman, Stephan Marley - najlepszy koncert 2012 roku, tyle pozytywnej energii.
2012 rok pokazał kto jaki jest naprawdę, co wiele mnie nauczyło. muzyka stała się nieodłączną czynnością życia, klasa okazała się fajniejsza niż w poprzednim roku, a rodzina inna niż zwykle.
z 20 pozycji moich postanowień na 2012 rok wyszło tylko 4, więc na przyszły rok 2013 nie planuje postanowień, tylko cele, które chce osiągnąć, więc zaczynam od 2 stycznia.
pare celów jest, ale zobaczymy jak to wyjdzie. niedługo moje 18 urodziny, więc mam nadzieje, że ten rok będzie naprawdę dobry.


Plaża w Lloret de Mar

Dom Julii - Wenecja

Ogrody Gaudiego - Barcelona

Stadion Olimpijski - Barcelona

Wakacje w Kaktusie

Wakacje w Kaktusie

Krakowski Rynek

Ogród Japoński - Wrocław

Fontanna Wrocławska

Wakacje w Kaktusie

Wakacje w Kaktusie

Pola na Porembie

Wakacje w Kaktusie

Działka w Tarnowskich Górach

Wielkie miasto, czyli Rudziniec Gliwicki

Tarnowskie jajca

17 urodziny Klary, czyli upadek

Juwenalia Katowickie

Kebab na Stawowej

Plaża nocą - Lloret de Mar

Grandaland

Statek kosmiczny - Grandaland

Wixa w Lloret

Plaża nocą - Lloret de Mar

Lloret de Mar

Calella

Longboard w Barcy

Barcelona nocą <3

Barcelona nocą <3

Plaża - Calella

z Mamusią - plaża Calella

rodzice - plaża Calella


udanego sylwestra :**

Michasia.

sobota, 22 grudnia 2012

święta.

Wyjeżdżam dzisiaj w Świętokrzyskie razem z trzema ciastami, ciasteczkami, pierogami i sałatkami <3. po mimo braku magii świąt oraz innych dość niesprzyjających faktów będzie dobrze, mam taka nadzieje.
więc WESOŁYCH  ŚWIĄT !




Michasia.

wtorek, 18 grudnia 2012

świąteczny szał panuje, ludzie stoją w kolejkach w hipermarketach, przejmują się czy cioci Ani spodoba się sweterek, czy babcia ucieszy się z filiżanki, a syn nie rzuci w kąt kolejnej zabawki. karpie, pierogi, barszcze, sałatki, ciasta. widze ten stan jako bardzo gorączkowy, więc ciesze się, że jeszcze nie musze ich organizować sama.
wszystkie ostatnie posty mają w sobie coś o świętach, w sumie nie wiem dlaczego. to chyba przez to, że w domu najczęściej się o tym rozmawia. bo trzeba posprzątać za szafą, łazienka musi lśnić, choinka ubrana ładnie, zakupy zrobione, prezenty zakupione, aby w sobote wyjechać w Świętokrzyskie i mieć wszystko załatwione.
do szczęścia będzie mi tylko potrzebna muzyka, jakaś książka i poduszka. pewnie będą korki, więc trzeba się czymś zająć.
może w końcu włoże film do zenita albo rusze aparat. przydałoby sie, owszem.
tymczasem w szkole luźniej chyba nie miałam, siedzimy sobie po 3 lekcje, nic nie robimy, bo przychodzi po 13 osób. klasa wtedy wydaje się całkiem znośna, a rozmowy fajniejsze.



Michasia.

wtorek, 11 grudnia 2012

śnieg za oknem, zimno w ręce i stopy, czyli normalny zimowy dzień. dni mijają bardzo szybko, zanim sie zorientujemy już wieczór, a tak niedawno wstawaliśmy zaspani o godzinie 6 rano. obowiązków coraz więcej, bo święta już blisko, a przyjemności czekają. zenit stoi na komodzie nieruszony, 4 książki na regale czekają na wolny czas, nie przeczytane magazyny również. ale przydałaby się chwila odpoczynku, bo życie mamy tylko jedno. więc czas coś z tym zrobić, mobilizacja jest i to duża. zobaczymy.

a jutro mój 9 koncert Comy w ciągu 3 lat :) już nie umiem się doczekać, bo mam zamiar wskoczyć na scene Mega Clubu i zaśpiewać razem z Rogucem Leszka <3

michasia.

czwartek, 6 grudnia 2012

czwartek.

wewnętrzna motywacja ? niemożliwe, a jednak. sama siebie zadziwiam ostatnio. a może lekko urażona ambicja ? zobaczymy, od poniedziałku zaczynam.
a za oknem śnieg oraz minusowe temperatury. święta zbliżają się wielkimi krokami, no bo jeszcze tak niedawno był poniedziałek. Mikołajki nie okazały się jakimś zapamiętanym dniem, wszystko traci swoją magie.
na weekend zostaje sama z Dexterem, zobaczymy jak skończymy.

Michasia.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

witamy serdecznie grudzień śniegiem ! jest go dość mało, bo to pierwszy, ale jednak cieszy. przypomina mi to, że już niedługo będzie troszkę więcej wolnego, który mam nadzieje, że nie spędzę leniąc się przed telewizorem u babci i jedząc ciasto. analog pójdzie w ruch, ogólnie musze się zmotywować aby robić zdjęcia, bo to zawsze pamiątka + można hipsterzyć na instagramie hehe. biedny Dexter ma naderwany kręg szyjny i chodzi jakby był w kołnierzu.
jest dopiero poniedziałek, a ja już nie mam sił. kawa z rana ratuje mi życie, a rozmowy klasowe robią mi z mózgu papke po 8 h z nimi.



Michasia.

niedziela, 2 grudnia 2012

sunday.

znowu dawno mnie tu nie było, jakoś nie umiem się przełamać. bo co to za blog na którym się cały czas narzeka ?
niedługo chyba reaktywuje analoga, bo zacznie się okres świąteczny, na który każdy tak czeka. a w tym ja. listopad zleciał bardzo szybko, zresztą jak wszystkie dni. 3 tygodnie i dobre jedzenie <3 4="4" 6="6" a="a" br="br" h="h" i="i" jutro="jutro" k="k" kochanym="kochanym" moim="moim" musz="musz" nienawidz="nienawidz" o="o" poniedzia="poniedzia" prze="prze" w.="w." wstaje="wstaje" wychowawc="wychowawc" y="y" z="z" znowu="znowu">

 Michasia.


Wroclove zawsze spoko <3>

wtorek, 20 listopada 2012

zenitlove.

zenit. jedyny aparat, który chwilowo mnie obchodzi. z kliszy na klisze coraz lepsze zdjęcia, tak przynajmniej mi się wydaje. jednak analog robi klimatyczne zdjęcia, najlepsze na świecie.
miała być klisza jesienna, ale znowu nie wyszło tak jak chciałam, więc może uda się coś zrobić w okresie świątecznym/sylwestrowym/urodzinowym. planuje po 5 kliszy wybrać najlepsze zdjęcia, wywołać i powiesić sobie na ścianie. świetna pamiątka, wiele wspomnień z roku czasu.

Dodaj napis






Dodaj napis

Dodaj napis


Michasia.

poniedziałek, 19 listopada 2012

poniedziałek.

dzień zaczynam wcześnie rano, ubieram się, wypije kubek kawy i wychodze na tramwaj. ludzie zaspani, ziewający, otulają się szalikami. zimno tak z rana, ciemno również. potem parę godzin w szkole, z osobami, które czasem potrafią cię zaskoczyć. wracasz do domu, w autobusie pełno ludzi, wyłączasz się z tego wszystkiego przez muzykę. pies wita w drzwiach, cieszy się, że wróciłaś. obiad z mamą, codzienne rozmowy, aby być na bieżąco. potem chwila nauki, posprzątać trzeba w pokoju, chwila rozmowy ze znajomymi i mija popołudnie. pies kręci się koło ciebie, daje do zrozumienia aby wyjść z nim na spacer. znowu trzeba założyć sweter, szalik, kurtkę, cieplejsze buty. chwila zabawy z psem, rozmowa z sąsiadką. kolacja, rozmowy i serial lecący w tle. potem prysznic i spanie. ciągle brakuje godzin, a następnego ranka znowu czuje się senność.


Michasia.

środa, 14 listopada 2012

farben lehre.

parę dni temu, czyli 10 listopada w sobotę byłam na koncercie Farben Lahre. jak opisują same tagi na lastfm to połączenia punka, rocka i ska. po mimo, że Farben znam jakoś z 5 lat, ale to był to mój pierwszy koncert. więc, w Wiatraku byłam coś ok. 19;40, pierwszy support właśnie schodził ze sceny, więc nie miałam okazji ich wysłuchać, ale czekałam na ten następny. był to Jumanji, znałam ich z jakiegoś poprzedniego koncertu w Wiatraku i widzę ogromną zmianę. wokalista złapał z nami, czyli publicznością fantastyczną interakcje. grali sporo nowych kawałków, ale były też również stare, które pamiętałam z tamtego koncertu. chłopaki i jedna dziewczyna nie mają kasy na wydanie płyty kolejnej, więc namawiali na kupno dema. a szkoda, bo wysłuchałabym ich nowego materiału na spokojnie w domu.
ok. 21 na scenę wstąpiła grupa 4 facetów czyli Farben Lehre, więc do końca koncertu było niekończące się pogo. Wojtek, czyli wokalista, ma wspaniały kontakt z publicznością, skakał, robił głupie miny, nie raz oddawał swój mikrofon publiczności, aby śpiewała piosenki. trasa promowała płytę "Achtung 2012", ale nie zabrakło również starych kawałków. Terrorystan, Kolory, Punky Reggae Live, Pozytywka, Corrida, Ferajna, Pasja, Anioły i Demony, Achtung 2012, Pogodna, cover Nirvany "Rape Me" oraz kultowe Spodnie z GSU. fantastyczna energia, radość ludzi i wspaniały zespół. 20 zł za bilet, a tyle szczęścia.
właśnie dlatego uwielbiam chodzić na koncerty, po mino to, że następnego dnia wszystko mnie boli, nie umiem wstać z łóżka, a na całym ciele mam pełno siniaków.

Michasia.

niedziela, 11 listopada 2012

pierwszy post na tym blogu pojawił się 9 lutego 2010 roku, zawieszony został 27 lutego 2012 roku, więc przeszło 2 lata pisałam w miarę regularnie. wyszło z tego 214 postów, o mnie, moich znajomych, codzienności, coś w rodzaju pamiętnika internetowego. trochę zdjęć pokazujących, że możemy zatrzymać fajną chwilę w tym małym prostokącie, a później do nich wrócić. czytałam ostatnio każdy wpis po koleji, zauważyłam dużo zmian w sobie. inne podejście do życia, szkoły, muzyki. jeszcze 2 lata temu jakieś tam rapsy były dla mnie niczym, bo liczył się tylko rock. przecież byłyśmy takie zbuntowane, nosiłam koszule flanelową taty i myślałam, że jestem fajna. dobrze, że człowiek się zmienia, przynajmniej można się pośmiać z siebie samego. więc nie usunę tych poprzednich postów, zostawię je sobie na pamiątkę.

Lloret de mar - wrzesień 2012 :)

Michasia.

sobota, 10 listopada 2012

brakuje mi blogspota, więc wracam. fotoblog jest bardziej dostępny, a mi zależy na lekkiej tajemnicy. ci którzy mają wiedzieć o blogspocie, to widzą i mi to wystarcza.
wracam z nową siłą do pisania, bo bardzo brakuje mi tego. będzie troche o życiu codziennym, szkole, domu, znajomych, koncertach i zabawie. więc zaczynam na dniach.

Michasia.

poniedziałek, 27 lutego 2012

the end.

czas zakończyć żywot tego nędznego bloga. przenosze się na forme bardziej odpowiadającej mi ;)

http://sklepzesnami.tumblr.com/

niedziela, 12 lutego 2012

człowiek to dość naiwna istota, małe gesty i słowa, znaczą dużo, a potem rozczarowanie.
dobrze, że mamy przyjaciół którzy wierzą w nas niezależnie od wszystkiego i na nich możemy polegać.
dzisiaj kręgle, a jutro szkoła - tak w sumie to cieszę się że wracam do niej, lepsze to niż nudzenie się w domu :)
miłego dnia misie ;*

niedziela, 5 lutego 2012

przez obecną pogode nie mam na nic ochoty, od tygodnia siedze w domu i marnuje moje ferie na komputerze. ale od jutra to się zmieni. ale za to pożytecznie spędzam wieczory, książka i herbata to ostatnio moi przyjaciele. w końcu ile można marznąć. stopy całe lodowate, grzejnik włączony i malinowa herbata.
tyle planów na 2012 rok, chyba nigdy nie miałam tyle planów. dużooo koncertów, fajne wakacje w maju, Wrocław, Warszafka i znowu Wrocław. możliwe jakiś nowy sport. analog. trzeba znaleźć prace aby to wszystko się spełniło.
13 dni do Pidżamki <3
miłej niedzieli :*

piątek, 13 stycznia 2012

łap oddech.

nie ma to jak 2 dni w szkole, a 5 dni w domu i tak mniej więcej co tydzień. zaległości zaległościami, ale zaczynam powoli wariować. chodź w sumie, nie ma tak źle. nie umiem spać w nocy, o jakiejś 4 zasypiam w końcu, ale za to budzę się ok. południa z psem leżącym koło ucha. chrapie cholernie.
postanowienia noworoczne dały mi wiele do myślenia. teraz czas tylko działać. troche zaniedbuje je i łamie, ale za to czytam, bo głowa bardziej mnie boli od ślęczenia przed komputerem. a nie czytam byle co, tylko biografie Grabaża. przeczytałam dopiero jakieś 50 stron, a już bardzo mi się podoba.
przez to, że nie umiem zasnąć w nocy przez moje wspaniałe chore zatoki, wymyślam. mnóstwo pomysłów w głowie na zdjęcia, nowe posty, a przede wszystkim na siebie. zobaczymy co z tego będzie.
pozytywne myślenie włączyło się wraz z pozytywnymi dzwiękami z głośników.
może następnym razem mniej o mnie. ciągle mnie na wywody filozoficzno-społeczne.

fot. weheartit.
no siema ;*

brakuje mi was ;[

mum, please !

czwartek, 5 stycznia 2012

podsumowanie roku. rachunek sumienia. postanowienia. plany. nadzieje.
sylwester, jeden z lepszych. poszalałam, bo w następnym roku ma niby go nie być. zobaczymy.
pierwszy tydzień nowego roku to jakiś totalny żart. zepsułam już tyle rzeczy, zobaczymy co będzie dalej.
weekend zapowiada się bardzo dobrze <3

Kilas <3