niedziela, 30 stycznia 2011

tchórze.

znowu głupia, ja. czy ja się kiedyś czegoś naucze ? możliwe, że tym razem się uda.
ferie, ferie i po feriach. jutro budzik o 6;40 i znowu się zacznie. oczywiście nie obejdzie się bez fantastycznych opowiadań, ale dam rade. byle do kwietnia, a potem znów zjem coś słodkiego.
lista rzeczy które moge jeść jest dość uboga, ale damy rade. trzeba w to wierzyć i nie poddawać się.
kolejna lekcja z życia, przemyślana.
ćwiczenia, kąpiel, książka i muzyka.
miłego wieczoru, krakuf.

czwartek, 27 stycznia 2011

z dupy.

jak już wcześniej wspominałam w pierwszym tygodniu ferii, miałam dużo czasu. a jak mam dużo czasu i z leksza mi się nudzi, obserwuje ludzi i komentuje ich sobie w głowie.
ludzi interesuje czubek własnego nosa, nic więcej. a niektórzy naprawde potrzebują tej drugiej osoby, bo nie mają z kim pogadać.
sztuczny uśmiech, sztuczna rozmowa jest na porządku dziennym. a ja się pytam dlaczego ? czy to tak wiele trzeba poświęcić i pogadać z kimś chwile, wyjść gdzieś. rozumiem jeśli jednak te osoby nie za bardzo się lubią, ale chyba istnieje takie coś jak więź rodzinna ? bo ja jej tam nie widze.
ciągła krytyka, zadufanie, brak szacunku, nie dotrzymywanie obietnic.
jak wracałam autobusem do domu w niedziele, gdy już ipod był rozładowany, a czytanie książki powodowało, że czułam się niedobrze - obserwowałam zupełnie mi obcych ludzi. po między nimi widziałam więcej radości, wspólnych tematów, ciepła, niż u ludzi, w sumie bardzo bliskich.
to jest przerażające, dziwne i dla mnie niezrozumiałe, że tak może być. współczuje.

dziś już czwartek, jeszcze 3 dni i skończą się ferie. a ja jestem w lesie.
pozdrawiam z pod okna.

Nicholas Sparks

środa, 26 stycznia 2011

pętla.

lubie przyjeżdzać do domu, lubie być budzona przez jagode, lubie naleśniki mamy na śniadanie, lubie z nią siedzieć i oglądać seriale. mówie teraz, bo ostatnio za bardzo narzekam. a tak naprawde nie jest źle. ale mniejsza o tym, mam pare innych aspektów mojego życia do opowiedzenia. coś mnie wzieło i mam ochote napisać coś o swoim życiu.
pamiętam jak bałam się iść do gimnazjum, bo jak to będzie ?! okazało się, że wiele spraw w ciągu tych trzech się zmieniło.
* przyjaciele, rodzina ;
nigdy nie byłam z rodziną bardzo blisko, kocham ich, lubie spędzać z nimi czas, ale żeby wszystko o mnie wiedzieli, tego powiedzieć nie moge. od pewnego czasu brakuje mi go i to cholernie, ale nie tylko mnie. jesteśmy dwie.
przyjaciele, przybyło ich paru, niektórzy bliżsi, niektórzy tylko znajomi. wiem, że po mimo kłótni, sprzeczek, wielu odmiennych zdań na pewne tematy, może dalej się kumplować.
mam też nadzieje, że znajdę wielu fajnych ludzi w nowej szkole, która już nie długo. zaledwie 5 miesięcy do wakacji, zaledwie 7 miesięcy do czegoś nowego. czegoś, czego bardzo potrzebuje.
* muzyka ;
bez niej nie mogłabym normalnie funkcjonować.
aż wstyd się przyznać, ale jeszcze cztery lata temu słucham Linkin Park i uważałam ich za swoje bóstwo. ale już wtedy znałam happysad, come, pidżame porno, myslovitz, akurat i ciesz się z tego, że dalej ich słucham-lubie. mam nadzieje, że przeżyje kolejne wspaniałe koncerty, a muzyka będzie ważnym elementem mojego życia.
*krakuf, jako ja. czyli co mi siedzi w głowie ?
jestem postrzegana za osobe dość cichą, miłą, szybko denerwującą się, wręcz nawet nudną. czasem mam dość siebie, że jestem czasem taka aspołeczna. jestem straszliwym leniem, za bardzo się przejmuje, nie umiem się kłócić i okazywać swoich uczyć (to zazwyczaj prowadzi do 'szklanych oczu') i jestem taka sobie. ale tak w gruncie rzeczy mi się to podoba, bo zamiast całej polsce/światu mówić co u mnie, powiem że dobrze i wole nie zanudzać ludzi, swoim nudnym życiem. chciałabym być odważniejsza.
*zainteresowania ;
leń+zajęcia poza lekcyjne=po pewnym czasie nudzi mi się i już nie mam ochoty chodzić. ale czy to zawsze moja do końca jest wina ? chodziłam kiedyś na zajęcia plastyczne, na chór, angielski, aikido i to po pewnym czasie staje się już nudne. szczerze, myślałem, że z tańcem jednak tym razem tak nie będzie, ale jednak. taniec zawsze chodził mi po głowie, jak chodziłam do podstawówki to byłam chyba na 2 kursach, zawsze kończyły się po jakiś 3 miesiącach. bez większej przerwy ucze się tańczyć już 3 rok, lubie swoją grupie, czuje się tam jak w rodzinie - miło, serdecznie, z małymi nieporozumieniami, dajemy rade, po mimo tego, że czasem mam naszego trenera dość, a ona nas. to jest nie ważne, lubie tam być, ale nie lubie tam dojeżdzać. zobaczymy jak dalej będzie...
*blogowanie ;
lubie pisać, czasem dość nie składnie i nie systematycznie, ale lubie to robić. czasem kompletnie brak mi pomysłu, a jak przychodzą do 15100900 naraz. 9 lutego będzie moja pierwsza rocznica, pierwsze urodziny mojego dziecka. mojego sklepu ze snami...
*fotografia ;
to jest dość drażliwy temat, bo w sumie mało robie w tym kierunki (cholerne lenistwo!), ale chciałabym się zając tym na poważnie. czasem brak mi jakiego kolwiek pomysłu, a jak przyjda to nic wielkiego, ale ja kocham robić zdjęcia, czuje radość z tego. mam nadzieje, że dostane się do technikum i będe rozwijać swoją pasje.

chyba to tyle co chciała powiedzieć, w sumie niby nic. jak u każdego, ale ja czuje, że będzie jeszcze lepiej. z takim nastawieniem zaczynam poniedziałek 31 stycznia. pozdro dla mojej VI Weidera <3

pozdrowienia z wczorajszej pamiętnej nocy - mój lovers <3

piątek, 21 stycznia 2011

szczur.

większa wieś = internet (powolny, ale jest)
siedze sobie w świętokrzyskim, jem polskie smaki i ciesze się życiem. choruje, ale to już od tygodnia, słucham muzyki (zależy od głośników, bo są dziwne i raz działają, a raz nie), poruszam kontrowersyjne tematy z wujkiem oraz kuzynem (dla kuzyna kontrowersyjne) i obijam się w miłym towarzystwie do niedzieli.
mam tyle czasu wolnego, że moja głowa zauważa cechy ludzi, których do tąd nie widziałam. ale na to oświęce innego posta. tymczasem przeglądam fotoblożki, kończe jogurt, czekam na fejsbukową rozmowę z Kingą i ide po kolejną paczke chusteczek.
miłych ferii, do zobaczenia w poniedziałek.


włochaty/zmowa.

niedziela, 16 stycznia 2011

do widzenia na dzień dobry.

samopoczucie w ostatnich dniach turlało się po podłodze, niby ferie przedłużone, ale samotność doskwiera.
nie umiem zasnąć, czuje się wyspana, bo w ciągu dnia spałam z mokrą ścierką na głowie i septolete na stoliku obok. wszyscy w domu już śpią, a ja krzątam się po domu szukając suchych skarpetek na suszarce. pije sok porzeczkowy, słucham dezetera i pachnę kokosem. wydaje się że mam jak w raju, ale jest wręcz przeciwnie. brakuje mi wielu osób i nic na to nie moge poradzić.
spakuje się jutro, zrobie sobie mięte i spróbuje zasnąć.
zapowiada się rodzinnie, bardzo leniwie i dobrze. od pewnego czasu kocham tam jeździć.
dobranoc, krakuf.

niedziela, 9 stycznia 2011

krówka.

wczorajszy dzień zaczełam od budzika o 8;30, rozmową z tatą, życzeniami od mamy, brata i Marioli. a nie, przepraszam, Kinga była pierwsza, o godzinie 0:03 wysłała mi sms'a z życzeniami ;**
potem wspaniałe śniadanie, godne mistrza kuchni - tosty z serem <3
sztuczne życzenia na przeróżnych portalach społecznościowych były dośc śmieszne, no ale.
oczywiście też w dzień słit16 urodzin nie odbyło się bez skromnego melanżyku, z gwiazdą wieczoru - Jagodą.
kocham takie imprezy jak urodziny, gdy spotykamy się wszystkie, rozmawiamy o motylach, bułkach, gwiazdach z pudelka, krzywych nosach i o naszych wspaniałych 17-nastkowych nauczycielach <3
nie obyło się również bez hitów z dawnych lat, słitaśnych zdjęć i jedzenia !
było bardzo miło, czekam na kolejne takie spotkanie ;)
dziękuje za wszystkie prezenty ;*
kocham was dziewczęta ;* !!

mina niczym Żanetkaleta - mój ziom <3 ;***

żaneta aka jagoda - gwiazda ! ;**

motyl i bułka ? ;*

Daria i jej dziwne pozy ;d ;*

moja mina to porażka i co z tego ;d

rogal Ada <3

ponętna Oliwia <3

słitfocia <3

jakość z dupy, no ale ;d <3 słitaśne szesnaste urodziny ma się tylko raz w życiu, moje wypadły 8 stycznia.
moge do wiatraka bez żadnych skrupułów wchodzić sama ;d *koks*

weekend się kończy, ale tylko tydzień i witaj świętokrzystkie !
Kamil Scheicht robi sobie jaja i nic nie dodaje, czuje się z tym źle ;[

miłego dnia, wasz kochany krakuf ! ;*

środa, 5 stycznia 2011

dupa.

marnuje tyle czasu na błachostki, zamiast się czym lepszym zając. nie lubie w sobie lenistwa oraz myślenia, że jakoś to będzie. i tak jakoś będe życ, mam dośc. nic ostatnio nie pomaga, w końcu wszystko pójdzie się jebać.

czwartek, piątek i w końcu sobota.






lans, aż w oczy bije.
trudno, dobranoc.

niedziela, 2 stycznia 2011

poczekaj na mnie.

czy tak bardzo można byc naiwnym ? zadaje sobie to pytanie dziś co jakiś czas. myśle, że jeśli chce się dołączyc do jakieś 'grupy' pewnie tak, bo różni są ludzi i inaczej cię postrzegają. chcesz dobrze, a wychodzi źle. ale to wszystko zależy od człowieka. niestety niektórzy po prostu muszą się zmienic.

a tak z innej strony, skończył się już czas wolny, jutro do szkoły, ale tylko na dwa tygodnie. za to te czternaście dni będzie intensywne, musze poprawic oceny i to szybko. ciesząc się jeszcze tymi ostatnimi dniami, obejrze sobie film, który dziewczyny mi poleciły. zobaczymy ;)
miłego wieczoru, krakuf.


sobota, 1 stycznia 2011

king kong.

sylwester bardzo wspaniele spędzony, rozmowy przez telefon, trzepotanie głową - przez co dzisiaj kark mnie cholernie boli, inne wydarzenia których wole nie poruszac.
zdumiewająco szybko zleciał czas wolny, styczeń będzie dziwny, przez ten pomieszany czas wolny, trudno będzie się na czymkolwiek skupic. no ale mamy już rok 2011, za 7 dni będe miała urodziny (słit16, men ;d) i za jakieś dwa tygodnie pojade sobie autobusem z Katowic, dowiem się, że za dobrze wyglądam i spędze miło czas.
a więc, nie nam będzie jak najlepiej :)
plany na dziś, są dośc proste ; sok pomarańczony, koc, komputer/łóżko, książka/muzyka i seriale. dopiero jutro będe się martwic szkołą i powróce do szarej rzeczywistości.

  potrzebuje więcej świeczek *inspirujące zdjęcie*