świąteczny szał panuje, ludzie stoją w kolejkach w hipermarketach, przejmują się czy cioci Ani spodoba się sweterek, czy babcia ucieszy się z filiżanki, a syn nie rzuci w kąt kolejnej zabawki. karpie, pierogi, barszcze, sałatki, ciasta. widze ten stan jako bardzo gorączkowy, więc ciesze się, że jeszcze nie musze ich organizować sama.
wszystkie ostatnie posty mają w sobie coś o świętach, w sumie nie wiem dlaczego. to chyba przez to, że w domu najczęściej się o tym rozmawia. bo trzeba posprzątać za szafą, łazienka musi lśnić, choinka ubrana ładnie, zakupy zrobione, prezenty zakupione, aby w sobote wyjechać w Świętokrzyskie i mieć wszystko załatwione.
do szczęścia będzie mi tylko potrzebna muzyka, jakaś książka i poduszka. pewnie będą korki, więc trzeba się czymś zająć.
może w końcu włoże film do zenita albo rusze aparat. przydałoby sie, owszem.
tymczasem w szkole luźniej chyba nie miałam, siedzimy sobie po 3 lekcje, nic nie robimy, bo przychodzi po 13 osób. klasa wtedy wydaje się całkiem znośna, a rozmowy fajniejsze.
Michasia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz