niedziela, 7 sierpnia 2011

rotten apple.

przeszło tydzień jestem już w domu, a dopiero jakąś godzinę temu zgrałam zdjęcia z aparatu.
wróciłam chyba trochę mądrzejsza, pewnie rozmowy, ludzkie doświadczenia, pozwoliły mi spojrzeć na pewne sprawy inaczej. pewnie też to że byłam 1350 km od domu i na 20 dni zapomniałam jak jest normalnie.
rodzinna atmosfera, czyste powietrze, góry, słodycze, których w polsce nie ma, popołudniowe cappucccino z maszyny i pyszne ciasta własnej roboty, dużo clashów, metallicy, alice, the who, pearl jam i jeszcze wiecej rozmów - czułam się tam naprawde dobrze, po mimo tego, że się nie spodziewałam.
zrobiłam parę zdjęć i chce się z nimi podzielić, więc w najbliższych postach, będą zdjęcia z większości atrakcji i miast w których byłam. ale dziś tylko słowa. dlatego mocno pomarańczowy frugo pozdrawia was z mojego biurka ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz